Albania z pewnością nie kojarzy się z kawą tak jak Włochy, ale wystarczy jeden dzień w Tiranie lub innej albańskiej miejscowości, żeby zrozumieć, że kawa to tu codzienny rytuał.
Podczas mojego pobytu w stolicy oraz wakacyjnego wyjazdu do Durrës doświadczyłem na własnych kubkach smakowych tego, że Albania żyje kawą. I to bardzo intensywnie, po bałkańsku.

Espresso ważniejsze niż wino
W Albanii kawiarnie są dosłownie wszędzie. Na jednej ulicy potrafi być ich kilka obok siebie. Najpiękniejsze jest jednak to, że zarówno ich dostępność jak i ceny są bardzo przystępne. Efektem tego jest to, że niezależnie od pory dnia, tygodnia, a także statusu materialnego, ludzie odwiedzają je bardzo licznie i chętnie. Najczęściej zamawiane jest espresso i kawa po turecku, czyli mocny napar robiony w klasycznym tygielku.
To co podoba mi się jednak najbardziej w albańskiej kulturze picia kawy - mimo tego, że niewielkie espresso czy kawa po turecku kojarzą się raczej z "szybką kawą", tu w Albanii wygląda to zupełnie inaczej. Mimo niewielkiej ilości napoju, ludzie spędzają przy kawie czas na rozmowie, pracują, bawią się. Jakże to odmienne od coraz bardziej powszechnego w Polsce widoku pojedynczych osób przy stolikach z laptopami lub innego rodzaju elektroniką...
Kawa po turecku – bałkańska klasyka
Jak już wspomniałem powyżej, w Albanii, ale i w zasadzie na całych Bałkanach, ogromną popularnością cieszy się kawa parzona w tygielku – mocna, gęsta, bez filtrowania. To styl bardzo podobny do tureckiego, obecny w całym regionie Bałkanów. W zależności od kraju, jest ona nazywana wprost - kawą po turecku, lub po serbsku, bośniacku itd, itd...
Owy tygielek można dość łatwo dostać zarówno w sklepach z pamiątkami, ale też w zwykłych sklepach oferujących sprzęt kuchenny, domowy itp. Wynajmując mieszkanie w Tiranie czy Durres, zawsze spotykałem się z sytuacją, gdzie tygielek był na wyposażeniu takiego mieszkania.
Jeśli chodzi o sposób parzenia kawy po turecku, jest ich co najmniej kilka. ja stosuję prostą praktykę, zasłyszaną niegdyś od jednego Serba...Po wsypaniu kawy do tygielka i zalaniu jej wodą (w oryginalnej wersji pojawiał się jeszcze cukier) doprowadzam taką kawę do wrzenia. I tu następuje ważny moment. Gdy kawa zaczyna wrzeć, na jej powierzchni zbiera się charakterystyczna i rosnąca panka.
Cała sztuka polega na wyłapaniu odpowiedniego momentu gdy ta pianka się już zbierze, ale nie przypali i nie wyleje poza brzeg tygielka. Zdejmujemy wówczas tygielek z ognia i po paru sekundach gdy pianka opadnie wstawiamy go ponownie na ogień. Taki zabieg powtarzamy 3-4 krotnie, następnie odstawiamy tygielek z kawą, aby fusy opadły i możemy zalać czarny napar do filiżanki.
Czego nauczyła mnie Albania?
Albańska kultura picia kawy z pewnością może być stawiana za wzór tego do czego kawa służyła ludziom pierwotnie. A był to przede wszystkim napar, który stawał się powodem do rozmowy, spotkania itp. Najważniejszy jest moment, niekoniecznie ilość czy jakość kawy. Jako właściciel Tengo Cafe, po raz kolejny wróciłem z Bałkanów z przekonaniem, że dobra kawa to nie produkt, kofeina czy nuty smakowe. To doświadczenie.
